„GORLICZANIN HISTORIA PRAWDZIWA” – Tomasz MIKOWSKI opowiadanie

 

"GORLICZANIN HISTORIA PRAWDZIWA" - Tomasz MIKOWSKI opowiadanie
Opowiadanie dostępne w 22 wydaniu gorliczanin.pl

„GORLICZANIN HISTORIA PRAWDZIWA”

Zegarek na komórce wskazywał północ. Mężczyzna ziewnął, przeciągnął się i dopijając ostatnie łyki piwa, obrócił się na fotelu. Ze swojego oszklonego biura ogarniał właśnie wzrokiem halę produkcyjną. Załoga dawno już wyszła do domów, nic dziwnego, była sobota, więc wszyscy chcieli oddać się weekendowym zabawom. Ale nie on, on siedział w biurze i dopieszczał swoje dzieci. Choć cały druk dosłownie błyszczał gotowy do puszczenia przez prasy, myślał, co zrobić, żeby wyglądał lepiej.
Po chwili zastanowienia sięgnął do wyłącznika i nacisnął guzik. Cała hala utonęła w półmroku delikatnie rozrzedzonym blaskiem księżyca. Mężczyzna patrzył jeszcze przez moment z góry na maszyny, przypominając gospodarza doglądającego sadu, aż wreszcie sięgnął po butelkę, podsunął się z fotelem do biurka i włączył film.
   *** 
Szmer, jaki zaczął wydobywać się z jednego z kartonów, był sygnałem gotowości bojowej, niczym raca wystrzelona w powietrze podczas wojennych akcji. Lecz tym razem nie chodziło wcale o walkę, przynajmniej nie na froncie militarnym. Chwilę później, z tego samego kartonu, pierwszym odgłosom zaczęły wtórować podobne.
– Ech, jak zwykle wrzucony do jakiejś dziury – głos, wydobywający się z pudła, przepełniony był jednocześnie smutkiem i złością. Parę sekund po tych słowach, na krawędzi kartonu stanęła kartka papieru. Jej kolorowa powierzchnia błyszczała w blasku promieni księżyca. Zrezygnowana, kontynuowała swój lament. – Wydrukowali, popatrzyli, stwierdzili, że w porządku i… – urwała, spoglądając w górę. Patrzyła na niebieską poświatę, bijącą z biura, aż w końcu znowu się odezwała. – Zapomnieli. Zwyczajnie. Wydrukowali, żeby tylko zapomnieć. – Gdyby mogła, kopnęłaby z frustracją jakiś kamień.
– Skrzynkowa czy ty zawsze musisz narzekać? – rozległ się twardy, zachrypnięty głos. – Jeszcze nie wyszłaś całkiem z…
– No właśnie, jak mam nie narzekać, jak jeszcze nie wyszłam w miasto, a już w koszu wylądowałam?
– Bo ty z zasady w koszu lądujesz, nawet jak w miasto wyjdziesz. Poza tym, prędzej czy później każda z nas ląduje. – Wraz z tymi słowami z kartonowej czeluści wyszło kilkanaście kartek zszytych razem pośrodku. Gazeta nie była już tak barwna. Czarno-biały druk pozbawiony radości życia rozłożony na dużej powierzchni. – Niestety, taki nasz los – ciągnęła, włażąc dalej na szczyt. – Ja albo ty, czyli ci, którzy zostaliśmy wydrukowani tylko dla sprawdzenia poprawnego ułożenia treści na stronach, czy później nasi bracia i siostry, czyli ci, którzy trafiają do czytelników – wraz z tymi słowami jedna z kartek odchyliła się, wskazując rogiem długie taśmy wielkoformatowych drukarek – wszyscy w końcu lądujemy w koszu.
– Nie wszyscy – odezwał się delikatny głos. 
Błyszczący i szary papier rozejrzeli się zaskoczeni po okolicy, następnie zdziwieni spojrzeli po sobie. Wtedy rozległo się chrząknięcie. Smutny papier zerknął w kierunku stołu.
– A ty, kim jesteś, jeśli wolno spytać?
– Jam wyznacznikiem jakości, przejawem artystycznej strony naszych twórców.
– Nie słyszałem o tobie – mruknął kolorowy papier. Łypnął okiem na swojego większego kolegę. Tamten, z zaplecionymi w połowie wysokości rogami wewnętrznych kartek, spoglądał krytycznie na tajemniczego gościa. Przybysz z kolei patrzył na nich z wysokości.
– Nie mogliście słyszeć. Jestem tu nowy. Do tej pory drukowany byłem w zupełnie innym miejscu. Nie wiem, czemu teraz w tym… – niezbyt gruba, ale oprawiona w twardą okładkę książka powiodła krytycznym spojrzeniem po okolicy. – Tam, gdzie powstawałam dotychczas, było zdecydowanie schludniej. Było to miejsce adekwatne do mej artystycznej, poetyckiej zwartości. Piękne, pozbawione granic wyobraźni, gdzie każdy czuł się równy i doceniony przez…
– Pedał – chrząknęła wielostronicowa gazeta.
– Homoseksualista – poprawiła ją skrzynkowa i dodała. – Za czasów twojej świetności mogliście mówić pedał, dzisiaj obowiązuje poprawność polityczna.
– Nie wiem, co to poprawność polityczna. – Wzruszyła rogami tamta.
– Bo zamieszczasz wszystkie informacje, jak lecą, nie obawiając się o konsekwencje. Ludzie się tylko denerwują, jak czytają o tej twojej, tfu, polityce! Ja na przykład, mam tylko ogłoszenia firmowe…
– Czyli nic, co można poczytać z ciekawością, to po pierwsze. Po drugie, wydarzenia kulturalne u mnie też są. Poza tym, może i się denerwują, ale jak siedzą w ubikacji, żeby nie powiedzieć kiblu – zaznaczyła dosadnie oburzona gazeta – przynajmniej mogą się czegoś dowiedzieć o świecie, a nie tylko kosmetyczka, mechanik, dom wypoczynkowy czy jakaś knajpa.
– Nie kłóćcie się, moje drogie gazetki. Spór wasz niepotrzebny zupełnie jest, gdyż i tak najwartościowszą treść dostarczam ja. Wy w koszu lądujecie bądź jako rozpałka służycie, tomiku poezji jeszcze nikt tak nie potraktował. Przemawia przez was frustracja życiowa, gdyż to ja, poprzez swą poezję, dzieciom w szkołach górnolotnych emocji dostarczam, dorosłym ukojeniem nerwów służę, potrafię natchnąć tych, których jałowe…
Tomik nie dokończył. W trakcie swej przemowy nie zauważył nawet, iż jego słuchacze zaczęli wdrapywać się po nogach stołu. Kiedy weszli na blat, jednocześnie z obu stron skoczyli ku niemu i razem capnęli. Siła ich rozpędu była tak duża, że cała trójka poleciała w dół.
Uderzenie o podłogę bolało. Pogięte kartki, niektóre nawet rozdarte, wymagały naprawy. Wielka gazeta jako pierwsza zaczęła się podnosić. Jęcząc okrutnie, nierozważnie trąciła butelkę z rozpuszczalnikiem. Co gorsza, butelka nie była zakręcona, przez co cała jej zawartość chlusnęła na zewnątrz. Wszystkie treści – niedużej gazetki skrzynkowej, wielostronicowej gazety oraz delikatnego tomiku poezji – zlały się w jedno.
***
Mężczyznę obudziło skrzypnięcie zawiasów. Co jest?, pomyślał wyrwany ze snu. Niechcący trącił piwo łokciem, ale dzięki kociemu refleksowi, złapał je, nim wylądowało na podłodze.
– Połowa butelki – odetchnął z zadowoleniem, że nie zmarnował aż tyle złotego trunku. Kiedy zbliżał szyjkę do ust, kątem oka zauważył coś dziwnego w progu pokoju. Zastygł na moment z ręką uniesioną nad oparciem fotela. Widział, analizował to, co widzi, ale jakoś nie potrafił przetrawić tego obrazu.
 – Nie patrz tak… pomóż… – wysapało dziwne coś, które jeszcze przed momentem stało w progu, a teraz już leżało bez sił. Tajemnicza rzecz drżała na podłodze niczym zziębnięte szczenię, które właśnie wróciło z deszczu.
Mężczyzna wstał wolno z fotela, piwo odłożył na blat i zrobił ostrożnie krok przed siebie. W pierwszej chwili pomyślał, że śni, lecz mokra butelka zostawiła na jego palcach wyraźną wilgoć, co utrzymało go w ryzach rzeczywistości. Sięgnął do kontaktu i, niczym Indiana Jones zapalający pochodnię w ciemnej jaskini, nacisnął przełącznik. Jasność wypełniła pomieszczenie, a wraz ze światłem rozległ się jęk mężczyzny. Westchnięcie przepełnione było zaskoczeniem, ale i zachwytem.
Drżąca rzecz przypominała noworodka, który dopiero co pojawił się na świecie. Potrzebowała opieki, delikatności dotyku, dlatego mężczyzna z największą czułością wziął ją w dłonie i obserwował czule. Ciekawa okładka jednak kusiła tak bardzo do przewrócenia kartek, że nie powstrzymał się. W środku zobaczył ogłoszenia firm – jasne, wyraźne, czytelne, zachęcające. W dodatku na kolejnych stronach widniały informacje o wydarzeniach kulturalnych, a wszystko bez zbędnej polityki, bez życiowego kwasu, który by tylko zatruwał niepotrzebnie. I coś dla artystów, którzy chcą poznać swoich kolegów, jak i sami się pokazać przed szerszą publicznością.
Mężczyzna wstał. Z wielkich uczuciem odłożył gazetę na blat stołu i spojrzał na halę produkcyjną, po czym pokiwał przecząco głową. Wziął głęboki oddech. Właśnie podjął ważną decyzję. To, co najlepsze z gazet, jakie do tej pory drukował skupi w jednej. Kolorowa. Przyciągająca uwagę, a jednocześnie poważna.
Zerknął raz jeszcze na stół.
– Gorliczanin – mruknął do siebie, nie kryjąc dumy.


ZACHĘCAMY DO DZIAŁANIA!!!Jak sami widzicie, nie ograniczamy się tylko do twórczości literackiej, dlatego tym bardziej zachęcamy Was do przesyłania swoich przejawów artystycznej działalności we wszelkiej formie!

Udostępnij: