GORLICKA TWÓRCZOŚĆ – Piotr LIANA, Izabela TABOR

 

GORLICKA TWÓRCZOŚĆ Piotr LIANA, Izabela TABOR
Dział Artystyczny dostępny w 11 wydaniu gorliczanin.pl

„Persona non grata”

Recenzja
24 października 2015 roku w Gdańsku miała premierę „Persona non grata”. Jest to debiut literacki urodzonego w Gorlicach Piotra Liany. Powieść ogólnie określić można jako kryminał z rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Główny bohater, Bożydar Szczocarz, po tragedii rodzinnej przyjeżdża przed Niedzielą Palmową do Kłobuczki koło Dukli, dokąd ściąga go list nieznanej ciotki Wichrzysławy, w tej chwili jego jedynej krewnej. Przyjazd zbiega się z lokalną aferą – zostaje zamordowana miejscowa prostytutka Maryna Hurman, podobno będąca w ciąży z proboszczem. Bożydar, próbując rozwikłać dwie zagadki – rodzinną (kim jest Wichrzysława?) i kryminalną (kto zabił Marynę?), coraz bardziej zagłębia się w tajemnice mieszkańców wsi. Sama wieś bowiem zamieszkana jest przez istną menażerię krwistych postaci, poczynając od księży i ich gospodyni, poprzez sołtysa, wiejskiego policjanta i ciotkę Bożydara, kończąc na przybyszach z wielkiego miasta. Treść skrzy się ironią i czarnym humorem. Mnożą się nawiązania do wydarzeń historycznych, zarówno tych lokalnych, jak i z dziejów powszechnych. Co do samej zagadki kryminalnej – czytelnik może ją rozwiązywać wraz z głównym bohaterem. Jest to nawiązanie do klasycznych kryminałów Agaty Christie. Autor, podobnie jak królowa kryminałów, z wykształcenia jest farmaceutą. Lubi zmagać się z trudnymi tematami, których w „Persona non grata” nie brakuje. Jest, jak sam twierdzi, entuzjastą pięknej, eleganckiej prozy, jak również brutalnego naturalizmu, o czym można się przekonać, czytając barwne, nietuzinkowe opisy. Aby się dowiedzieć kim jest ciotka Wichrzysława, kto zabił Marynę Hurman i jakie jeszcze tajemnice skrywa zagubiona w dolinie Jasiołki Kłobuczka, trzeba po prostu sięgnąć po omawianą powieść. Naprawdę warto!

FRAGMENT KSIĄŻKI

„Wzgórze było ciemne i opuszczone. Porastało je kilka świerków i drobnych, skarłowaciałych wierzb. Parę metrów od skarpy stała rudera. Chałupa była bardzo osobliwa. Rozsypywała się jak chora na osteoporozę anorektyczka. W blasku księżyca widać było osuwające się z komina cegły, podziurawiony eternit, poruszane wiatrem na sfatygowanych zawiasach okiennice, przegniłe bele. Wychodek na boku nie prezentował lepszego stanu, a do skorzystania z jego usług mogłaby zachęcić Bożydara wyłącznie bardzo bolesna biegunka. A znając życie, nawet wówczas wolałby defekować przy pobliskiej wierzbie.
Ciemność wyzierała z okien, sączyła się na podwórko i docierała pod same stopy Bożydara. Jeśli ktokolwiek znajdował się w środku, dawno musiał już spać.
Bożydar wyminął studnię, okrążył zdezelowaną drewnianą naczepę i zapukał do drzwi. Cisza. Zdawało mu się, że słyszy dziwne szelesty wśród traw. Obrócił się. Popychane przez wiatr gałęzie trącały się nawzajem. Odetchnął. Zapukał mocniej.
– Janie! Halo! Otwórzże!
Drzwi ani drgnęły, a on obawiał się je pchnąć, by nie wypadły z futryn. W tym akurat sprawdzał się znakomicie. Podszedł do okna i zajrzał do środka. Zobaczył mrok, a w mroku zarysy pojedynczych sprzętów. Ponownie usłyszał szelest, tym razem za winklem.
– Janie?
Podszedł do narożnika i wysunął szyję. Coś śmignęło za kolejny węgieł.
Cóż to za igraszki w chowanego? Bożydar schylił się i namacał palik wspierający konstrukcję. Z nadzieją, że chałupa nie runie, poderwał go z ziemi. Dom jak stał, tak stał nadal. Jedynie drzwi wychodka telepały się na wietrze. Do nozdrzy Bożydara docierał smród fekaliów.
Postawił kilka cichych kroków i ostrożnie zamknął wygódkę. Zablokował skobel. Odwrócił się i powolutku, krok po kroku, podszedł do chałupy. Zatrzymał się tuż przy ścianie. Pachołek drżał mu w dłoniach. Nasłuchiwał. Dźwięk zgniatanej trawy. Szum rozgarnianych bylin. Cichutkie sapanie. Ktoś lub coś skradało się po drugiej stronie rudery.
W ustach Bożydara zebrała się gęsta i mdła jak mydło ślina. Przełknął ją. Poczuł lepki śluz spływający z języka do gardła, z gardła do przełyku, a z przełyku do samego żołądka. Połechtany żołądek odpowiedział skurczem, domagając się więcej.
Jednym przełknięciem Bożydar posłał mu kolejną porcję zawiesiny. Ta jednak utworzyła lepiszcze i przykleiła się w okolicach krtani. Powstrzymywał się, by nie kaszleć. Odchrząknął. Maź całkowicie zablokowała ujście gardła. Był przekonany, że dynda wte i wewte jak jo-jo.
Niech dynda! Obrócił się i podpełzł z powrotem do rogu, w którym ściana boczna zbiegała się z frontową. Takiś cwany, gagatku. Już ja cię urządzę. Zacisnął mocniej dłonie na paliku. Zebrał w sobie odwagę. Podniósł broń w górę. Przygotował się do ciosu. Szmer przybierał na sile. Blisko, coraz bliżej, jeszcze sekundę i… Zamachnął się pachołkiem.
Przeciął pustkę. Siła zamachu poderwała go do przodu. Wylądował twarzą w trawie. Obok studni. Jasna cholera! Między źdźbłami trawy zamigotał jakiś przedmiot. Sięgnął po niego ręką. Nie zdążył zacisnąć pięści. Tępe uderzenie w głowę odebrało mu przytomność.”

IZABELA TABOR
Urodzona w 1988 roku w Gorlicach. Absolwentka Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Dyplom z wyróżnieniem uzyskała w pracowni malarstwa prof. UR Marka Pokrywki oraz dr hab. Antoniego Nikla.
Malarstwo Izabeli Tabor jest wynikiem indywidualnego postrzegania świata. Twórczość młodej artystki opiera się na mieszaniu środków wyrazu. Pozwala to na przedstawianie własnych odczuć w szczególny sposób. Mozaikowe obrazy pełne są wyrazistości i młodzieńczej energii. Artystka nie narzuca interpretacji odbiorcy umożliwiając mu subtelne kontemplowanie przedstawień. 

Na swoim koncie posiada liczne wystawy w Polsce jak i za granicą, miedzy innymi w Portugali. 

Laureatka 23. Ogólnopolskiego Przeglądu Malarstwa Młodych w Legnicy oraz Nagrody im. Jerzego Panka – wyróżnienie za dyplom artystyczny. 

Udostępnij: