GORLICKA TWÓRCZOŚĆ – Aneta HUK, Robert HUK, Tomasz MIKOWSKI

 

GORLICKA TWÓRCZOŚĆ - Aneta HUK, Robert HUK, Tomasz MIKOWSKI
Dział Artystyczny dostępny w 23 wydaniu gorliczanin.pl

Dostrzec magię tam, gdzie inni widzą szarą rzeczywistość jest rzeczą niezwykłą. Dlatego właśnie w obecnym wydaniu gorliczanin.pl chcemy Wam przedstawić sylwetki rodzeństwa – Anety i Roberta Huk, którzy na swój niespotykany sposób interpetują otaczający nas świat. Oboje inspirują się nawzajem, co w znaczny sposób wpływa na ich sztukę, która doskonale komponuje się z poniższym opowiadaniem.

ANETA HUK
Malarka, absolwentka ASP we Wrocławiu, której źródłem twórczości są głównie legendy, mity i archetypy. Prace Anety są ściśle przemyślane, jej obrazy cechuje pewna „surowość”, unika zbędnej narracji, dążąc do nadania im charakteru z pogranicza znaku.

GORLICKA TWÓRCZOŚĆ - Aneta HUK, Robert HUK, Tomasz MIKOWSKI 1



ROBERT HUK
Fotograf. Za pomocą aparatu potrafi uchwycić to, co najpiękniejsze w pejzażach oraz stworzyć ujmujące portrety ludności Beskidu Niskiego. Ciągle sie rozwija, dlatego jego twórczość w ostatnich latach przeszła metamorfozę, stając się niejako pretekstem do wyrażania własnego wnętrza.

GORLICKA TWÓRCZOŚĆ - Aneta HUK, Robert HUK, Tomasz MIKOWSKI 2



TOMASZ MIKOWSKI – opowiadanie
Mrok. 
Nicość. 
Nieogarnięta pustka. 
Niech coś się dzieje.
Zacząłem zatem tworzyć. Wpierw oddzieliłem światło od ciemności. A skoro uczyniłem jasność, jasność powinna coś ukazywać. Stworzyłem więc ich setki, tysiące milionów, lecz wybrałem tylko jeden, tylko jeden szczególnym czyniąc. Tchnąłem w niego życie – z ziemi ulepiłem istoty lądowe, z wiatru uformowałem ptaki, a w wodzie ukształtowałem ryby. Na koniec stworzyłem powiernika swej myśli, zwierciadło mych pragnień – Mężczyznę i nadałem mu imię Opiekun Ogrodu. Tchnąłem w niego cząstkę swej mocy twórczej, by rozwijał się i panował nad Sadem, jaki mu uczyniłem. Nakazałem, by nad nim czuwał i pozwoliłem kosztować owoców pracy, którą włoży w ziemię. Dałem mu wolność i kreatywność, a on odwdzięczył mi się wiarą, miłością oraz oddaniem.
   Opiekun Ogrodu upatrzył sobie pewne miejsce, gdzie przybywał raz na jakiś czas, by w milczeniu rozmawiać ze mną. Choć słyszałem go zawsze, a on czuł mnie w każdej chwili, to tylko na tej górze pozwalałem mu prawdziwie doświadczyć mego głosu. Wracał stamtąd silniejszy, uśmiechnięty, pełen nadziei oraz wiary w to, że to co czyni, czyni słusznie, a ja widziałem, że to, co uczyniłem było dobre.
   Stało się jednak tak, iż pewnego razu Mężczyzna przyszedł do mnie bez uśmiechu na twarzy, z sercem przepełnionym smutkiem i padł wtedy na kolana. Mimo swej bezgranicznej mocy zrozumienia wszystkiego, co stworzyłem, nie mogłem pojąć, dlaczego zjawił się w tak odmiennym stanie, niż dotychczas. Milczał przez długi czas. Obaj milczeliśmy. Aż w końcu wstał i odszedł bez słowa. Obserwowałem go uważnie, gdy schodził z góry – tym razem ledwie powłóczył nogami, zamiast wesoło zeskakiwać po stoku, wzrok miał wpatrzony, a właściwie bezsilnie wlepiony w jałową ziemię… i wtedy wpadłem w przerażenie. Moje najwspanialsze dzieło, Opiekun Ogrodu zachorował, okazał się jednak tworem nie tak doskonałym, jak sądziłem, że będzie. Trawy, do tej pory soczyście zielone zaczęły obumierać, ptaki zamilkły, przestały fruwać po niebie i schowały się w dziuplach, ryby uciekły do mułu, zamiast swobodnie pływać po głębinach mórz. Mój Sad usychał.
   Obiecałem sobie, że nigdy nie zejdę na ziemię, lecz by pomóc Opiekunowi ośmieliłem się ponownie tchnąć życie w drzewa. Pobudziłem ptaki, ożywiłem ryby i świat raz jeszcze zabłysnął kolorem. Jednakże Mężczyzna poprzez smutek swój nie potrafił utrzymać tej radości. Wszystko, co do tej pory robił, robił wciąż tak samo – kopał rowy, zarzucał sieci, hodował bydło, lecz w jego oczach pojawił się żal, najgorszy towarzysz wędrówki życia, jakiego można dobrać do podróży i smutek ten niweczył wszystkie efekty ciężkiej pracy Opiekuna.
    Kiedy Mężczyzna ponownie zagościł na Górze, nakazałem, by wrócił jak najprędzej do swego domu, położył się w łóżku i zasnął, a gdy będzie gotowy, niech się obudzi. Nie protestował, nie pytał dlaczego, zwyczajnie zszedł i wykonał polecenie, potęgując tym samym me przerażenie – oto twór mój, któremu dałem ciekawość, którego obdarzyłem chęcią rozwijania się i poznawania, przestał być ciekawy, przestał się dziwić, przestał pytać. Oto twór mój, którego ulepiłem na swoje podobieństwo, okazał się być istotą wcale nie doskonałą.
   Patrzyłem na niego, gdy tonął we śnie. Na twarzy próżno szukałem uśmiechu, jego mięśnie drgały jakby szarpane przez koszmarne bestie, a wokół roztaczała się szarość i pustka. Pustka, którą kiedyś wypełniłem, oddzieliwszy jasność od ciemności. Nie mogłem pozwolić, by wszystko to, co stworzyłem, co pielęgnował później Opiekun zniknęło.
By ujrzeć błędy, trzeba uważnie patrzeć.
Zacząłem więc patrzeć.
I w końcu pojąłem.
   Ze świata żywego, z powietrza, ziemi i wody, wziąłem cząstkę piękna, delikatności i radości życia. Od Mężczyzny oddzieliłem siłę, a zaczerpnąłem mądrość tworzenia oraz czułość opieki. Z Sadu, który niegdyś stworzyłem, z istot, którymi go napełniłem wyssałem to, co doskonałe i zlepiłem w jedność.
   Wreszcie nastał taki dzień, kiedy Opiekun zbudził się ze snu, przyszedł na Górę, a ja nakazałem mu, by spojrzał w dół, tam, gdzie pośród szarości i obumierających roślin przechadza się szczęście. Wtedy poczułem w umyśle Mężczyzny uśmiech, zobaczyłem, jak smutek ucieka i znika w klęsce przegranej walki.
I rzekłem do Mężczyzny:
  „Dla jej uśmiechu przekraczał będziesz nieosią   galne. 
   Dla niej zechcesz umrzeć.
   By poczuć, co to życie.
   Po radę nie przyjdziesz już do mnie.
   Bo teraz ja mieszkam w niej.
   Ta, która zwie się Kobietą poprowadzi cię dalej.
Pomoże w chwilach trudnych i da radość nieskończoną”.
   Po tych słowach Opiekun zerwał się z kolan, zbiegł do Niewiasty, a świat ponownie nabrał koloru. Zrozumiałem wtedy, że tworząc Mężczyznę, uczyniłem istotę doskonałą, ale nawet doskonałość, pozbawiona sensu istnienia, jest niekompletna i w końcu się zepsuje.
   I przestałem mówić, że stworzyłem Sad, bo gdy Kobieta uczyniła w nim swój pierwszy krok, stał się on Rajem.

Udostępnij: